13-14.10.2007
Sobota: Warszawa - Wesoła - Kamieńczyk nad Bugiem: 70km
Niedziela: Kamieńczyk nad Bugiem - Treblinka - Małkinia: 57km

Październikowe Słońce nie jest jednak już tak hojne. Oj marzły paluszki, marzły. I to nie tylko te u rąk. A przez sporą część soboty zmagaliśmy się z silnym wiatrem. Większość trasy w pierwszym dniu wiodła po mniej uczęszczanych drogach asfaltowych a zakończyła się w miejscu iście urokliwym - Kamieńczyku - miejscowości położonej nad ujściem rzeki Liwiec do Bugu. Kiedy nad rzekami wzeszły jesienne wieczorne mgły, my zaczęliśmy rozpalać ognisko, które jeszcze przez kilka dobrych godzin miało towarzyszyć naszym nocnym pogawędkom. W niedzielę jedni pozwolili sobie na małe poranne leniuchowanie po długim wieczorze przy ognisku, a kilka rannych ptaszków postanowiło skorzystać z okoliczności przyrody oraz uroków życiodajnej Matki Natury i poszło zbierać grzyby. Okazało się, że sport ten idzie nam nie gorzej niż pedałowanie.

Trasa drugiego dnia spłatała nam niezłego figla. Pierwszy odcinek wiódł przez las, wzdłuż rzeki Bug. Jego opisanie okazało się jednak wyzwaniem nie do pokonania - bo jak tu opisać ten jakże piękny gąszcz, podobnych do siebie jak krople wody drzew tak by nikt się nie zgubił? A zatem po raz pierwszy zdecydowaliśmy pokonać kawałek trasy wspólnie, bez pomocy mapek i opisów, podążając za Kasią, która przygotowywała trasę razem z Mateuszem. Zdecydowanie najprzyjemniejszymi atrakcjami tej wycieczki były nadbużańskie widoki oraz trasa sama w sobie, wytyczona częściowo na skraju wysokiej rzecznej skarpy, tuż nad meandrującą rzeką. Jednak nasze wycieczki to nie tylko strawa dla ciała, ale i dla ducha. Drugiego dnia jednym z celów była Treblinka i pomnik upamiętniający istnienie tam w czasie II wojny światowej obozu koncentracyjnego. Na miejscu zwiedziliśmy też wystawę poświęconą tej problematyce. Wycieczkę skończyliśmy w Małkini, skąd większość z nas wróciła pociągiem w stronę Warszawy.