Kiedy: 21-29.07.2012

Gdzie: Warmia, Mazury i fragment Suwalszczyzny

Galeria zdjęć


Jaką trasę przemierzyliśmy?

sobota 21.07.
przyjazd do Malborka ? dzień organizacyjny, zwiedzaliśmy Malbork
niedziela 22.07. 
pierwszy dzień na rowerze: Malbork ? Frombork ok. 84 km
poniedziałek 23.07.
Frombork ? Lidzbark Warmiński ok. 72 km
wtorek 24.07.
Lidzbark Warmiński ? Tumiany ok. 55 km na rowerze i 6 km kajakiem :)))
środa 25.07
Tumiany ? Iznota ok. 68 km
czwartek 26.07.
Iznota ? Gierłoż ok. 75 km
piątek 27.07.
Gierłoż ? Harsz ok. 43 km - rano przez 4 godziny zwiedzaliśmy Wilczy Szaniec, niezła porcja historii!
sobota 28.07.
Harsz ? Dubeninki ok. 86 km
niedziela 29.07.
Dubeninki ? Suwałki ok. 53 km i powrót z Suwałk do domu.

I jak tu się nie zakochać w Polsce czyli o tym, co widzieliśmy podczas naszej wyprawy i co pozostanie w naszej pamięci

Nasza tegoroczna wyprawa była z jednej strony ucieczką od cywilizacji i miejskiego zgiełku, z drugiej zaś strony wehikułem czasu, który zabrał nas najpierw w wieki XIV i XV a potem w XVIII i XIX.

Nasza wyprawa zaczęła się w Malborku, który w 1309 roku stał się siedzibą wielkich mistrzów krzyżackich. Pierwszego dnia przejeżdżaliśmy też przez Elbląg, który został prawie doszczętnie zniszczony w czasie II Wojny Światowej. Zdecydowanie warto zajrzeć na elbląską starówkę, która choć wybudowana w ciągu kilku ostatnich lat, jest przykładem bardzo dobrze pomyślanego i zrealizowanego pomysłu przywracania dawnego charakteru miasta. I choć widać, że kamienice stare nie są i zawierają nawet nowoczesne elementy, to świetnie wpasowują się w styl i charakter dawnego Elbląga dorównującego swym pięknem miastu Gdańsk. Zdecydowanie polecamy!

Dzień drugi był spotkaniem z jednym z cenniejszych zabytków architektury gotyckiej w Polsce ? mianowicie z Archikatedrą we Fromborku wzniesioną z inicjatywy biskupów warmińskich w latach 1329-1388. W jej wnętrzu pochowano Mikołaja Kopernika. To także we Fromborku można lepiej poznać osobę tego wybitnego astronoma odwiedzając poświęcone mu muzeum. W Lidzbarku Warmińskim wielu z nas zatrzymało się na niewielkiej starówce w celu uzupełnienia brakujących kalorii po całym dniu jazdy. Zamek robi dobre wrażenie z zewnątrz. Niech nie żałują ci, którzy nie zajrzeli do środka. Kryje się tam typowe, przestarzałe w formie muzeum bez tabliczek informacyjnych a za to z licznymi pracownikami, którzy bacznie obserwują, czy turysta przypadkiem nie wypalił wzrokiem dziury w obrazie lub rycerskiej zbroi.

Czwartego dnia powoli opuściliśmy Warmię i wiek XIV, by spotkać się oko w oko z mazurską przyrodą ? przede wszystkim niezliczonymi jeziorami -tymi mniejszymi i tymi największymi, które towarzyszyły nam aż do końca wyprawy. Mazury ? dziś Polska ? niegdyś Prusy Wschodnie. Skomplikowana historia tych terenów przypominała o sobie bardzo często ? przede wszystkim, gdy mijaliśmy ceglane, przedwojenne domy, zamieszkałe niegdyś głównie przez Mazurów pruskich, którzy często nie uznawali się ani za Polaków ani za Niemców. Typowym elementem na tych terenach są też wąskie, brukowane (choć współcześnie coraz częściej pokrywane asfaltem), gęsto obsadzone drzewami drogi. Wiele z nich przetrwało do dziś w prawie nienaruszonym stanie, czego nie da się nie zauważyć będąc rowerzystą. Charakterystyczne trzęsienie obejmuje absolutnie każdą część ciała, gdy rower sunie po drobnych wybrzuszeniach.

Nie wszystkie kilometry na wyprawie przemierzyliśmy na rowerze. Trzeciego dnia, po południu wskoczyliśmy z rowerów wprost do kajaków, którymi spłynęliśmy kilka kilometrów do Jeziora Tumiany, nad którym spaliśmy. Trzeba przyznać, że rzeczka była dość rwąca jak na mazurskie standardy i niektórych nieźle przechytrzyła: jeden kajak poległ w starciu z nurtem i nabrał wody. Ale mimo i takiej atrakcji, wszyscy byli bardzo zadowoleni z minispływu i przerwy od roweru.

Również ostatnie lata Prus Wschodnich nie dały o sobie zapomnieć: po nocy spędzonej na kempingu tuż obok wielkich, betonowych bunkrów, od samego rana stanęliśmy oko w oko z historią: Przez 4 godziny zwiedzaliśmy z przewodnikiem Wilczy Szaniec ? główną kwaterę Hitlera w latach 1941-1944. W mazurskich lasach czekały też na nas inne pozostałości po Hitlerze i jego wojskach: m.in. 30 niezniszczonych bunkrów Kwatery Głównej Niemieckich Wojsk Lądowych w Mamerkach, nieukończona śluza w Leśniewie, Kanał Mazurski oraz bunkier Himmlera w Pozezdrzu. A czy widzieliście już wiadukty nieczynnej linii kolejowej Gołdap-Żytkiejmy w Stańczykach albo zawalony most niedaleko Kurklanek? Jeśli nie, to zdecydowanie warto odwiedzić te miejsca. Ach, i jeszcze przyroda chciała dodać kilka słów od siebie: miłośnicy wodnych kąpieli nie byli rozczarowani ?  w Zalewie Wiślanym i Wielkich Jeziorach Mazurskich nie zabrakło wody, w Puszczy Rominckiej drzew i zwierząt a na Suwalszczyźnie polodowcowych pagórków. A pośród nich najgłębsze jezioro w Polsce ? Hańcza.

Wieczory umilało nam wspólne siedzenie przy ognisku. Jednym z integrujących elementów była niekończąca się walka z komarami. Nie ominęła ona żadnego uczestnika wyprawy. Każdy musiał przynajmniej raz stoczyć bój w obronie swej krwi a niekiedy i namiotu: wystarczyło otworzyć wieczorem wejście a pod sufitem bzyczały niezliczone rzesze tych żarłocznych bestii.