2009.10 na zachód od W-wy
03 - 04.10.2009
Sobota: Błonie - Kampinoski Park Narodowy - Brochów - Sochaczew: 56km
Niedziela: Sochaczew - Nieborów - Arkadia - Żyrardów: 65km

Nasza kolejna jesienna wycieczka, podobnie jak ta organizowana trzy lata temu, odbyła się w pierwszy weekend października. Ale jakże inaczej postanowiła nas potraktować tegoroczna jesień, znacznie bliżej było jej do zimy niż do lata.

Po raz kolejny postanowiliśmy skosztować uroków Mazowsza - wszystkiego po trochu - troszkę przyrody, odrobinę techniki i cywilizacji, szczyptę architektury i historii. A wszystko to w dwa dni. Wyruszyliśmy z miejscowości Błonie tuż na skraju Kampinoskiego PN, przez który wiodło około 15km naszej trasy. Były to głównie "górki i dołki" pośród gęstego lasu, przez który gdzieniegdzie przedzierały się nieśmiało delikatne promienie jesiennego Słoneczka. Oczywiście trudno nie wspomnieć też o mazowieckich piaskach, które z pewnością nie należą do naszych ulubionych rowerowych atrakcji. To może następnym razem jakiś inny kierunek, trochę bardziej odległy od stolicy, mniej piaskowy a bardziej górzysty? Ale tymczasem wróćmy do naszej tegorocznej wycieczki jesiennej. Chyba jednym z przyjemniejszych etapów podróżowania na rowerze są te krótkie postoje w przydrożnych, lokalnych "niesamoobsługowych" sklepach, w których pani za ladą ciekawie zerka na nieznanych sobie przybyszy i w których palcem trzeba wskazać upragnioną czekoladę, której chęć zjedzenia nie dawała spokoju przez ostatnie 10km pedałowania. I takich właśnie sklepów nie brakowało nam po drodze na tej wycieczce, nawet w miejscowościach na terenie samego KPN.

Trasa wiła się dalej między lasami, polami i mazowieckimi wsiami. Zaraz po opuszczeniu KPN wjechaliśmy do Brochowa, gdzie stoi dość osobliwa budowla, mianowicie bazylika obronna, która bardziej przypomina fortecę niż kościół. Wieczorem przyjechaliśmy do Sochaczewa, gdzie znajdował się nasz nocleg. Podobnie, jak na wszystkich jesiennych wycieczkach, nie spaliśmy w namiotach, lecz w szkole. Wieczór był bardzo zimny i część z nas, zamiast spacerować po mieście lub gotować w szkole na własną rękę, ukryła się przed chłodem i głodem w miłej knajpce. W ten sposób uczestnicy wyjazdu przyczynili się zapewne do podwojenia utargu dziennego wybranej restauracji. Ci, którym mało było atrakcji udali się jeszcze na odnowiony ryneczek by odkryć miejsce idealne do skonsumowania deseru. W niedzielę rano wspólnie zwiedzaliśmy Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie. Ale nie była to ostatnia atrakcje tego dnia. Nasza trasa wiodła dalej przez Arkadię, gdzie można było oddać się chwili zadumy w ogrodzie romantycznym, następnie podziwialiśmy pałac w Nieborowie i kolejny ogród, tym razem barokowy - by nie było monotonnie :). Największą atrakcję przygotowaliśmy jednak na ostatnich kilkanaście kilometrów wycieczki. Przejazd autostradą, rowerem rzecz jasna! I co lepsze, bez samochodów i opłat dodatkowych. To się nazywają luksusy. A skąd się takie biorą? A no powstały w latach 70. XX wieku, kiedy to podjęto decyzję o połączeniu Berlina i Moskwy autostradą z okazji zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980. Autostrady nigdy nie ukończono. Jej fragmenty, prowadzące często donikąd, straszą swym wyglądem i przypominają o dawnych czasach, a luksusem są chyba tylko dla zmęczonych piaszczystymi drogami rowerzystów.

Nasza tegoroczna wycieczka jesienna zakończyła się w Żyrardowie, dla wielu osób nieznanym, często niedocenianym pod względem architektonicznym, idealnym XIX-wiecznym mieście przemysłowym.