2008.10 okolice Olsztyna
4-5.10.2008
Sobota: Jezioro Pauzeńskie - Miłomłyn - Żabi Róg
Niedziela: Żabi Róg - Olsztyn

W weekend 4-5 października udaliśmy się na kolejną wycieczkę. To był ostatni kilkudniowy tegoroczny wyjazd organizowany przez nasze Stowarzyszenie. Aby kapryśna pogoda nie zdołała nam dokuczyć noclegi były zorganizowane pod dachem w ogrzewanych pomieszczeniach.
Spotkaliśmy się już w piątek wieczorem w salezjańskim ośrodku "Kaczory" nad jeziorem Pauzeńskim niedaleko Ostródy. Gorące powitania, wspomnienia, nocne rozmowy. W końcu udajemy się na odpoczynek. Rano czeka na nas przygotowana wcześniej trasa rowerowa.

Jak na zamówienie od samego rana jest pogodnie. Podziwiając malownicze położenie Ośrodka z którego rozpoczynamy dzisiejszy etap pakujemy bagaże do samochodu, który przewiezie je na kolejne miejsce noclegowe. Wreszcie ruszamy. Czeka nas niedługa (50,5 km) i łatwa trasa. Rano jest chłodno - jesień daje o sobie znać, jednak z każdą chwilą robi się coraz cieplej. Udajemy się leśną drogą wzdłuż leśnego jeziorka, przekraczamy trasę numer 7 i już niedługo docieramy do nasypu kolejowego, na którym nie ma już torów. Zostały rozebrane. W ich miejscu biegnie teraz równa i prosta droga szutrowa. Wymarzona trasa dla rowerzysty. W Miłomłynie znów, tym razem niezamierzenie, zbieramy się większą grupą. Zwiedzamy kościół, podziwiamy jesienny krajobraz i kolorowe liście odbijające się w wodzie Kanału ostródzko-elbląskiego. Kolejny odcinek trasy pozwala nam dojechać do... Wenecji i do Raju. Zakreślając na mapie łuk objeżdżamy rozlewisko morąskie i wjeżdżamy do miasta. Tam kolejni uczestnicy szukając miejsca, gdzie mogliby zjeść obiad są bezbłędnie kierowani przez miejscowych: "...najbliższa pizzeria jest tu, ale rowerzyści to siedzą tam..." - cóż niecodziennie przy knajpce stoi zaparkowanych ponad 20 rowerów. Dojeżdżamy na nocleg. Miejsce jest urocze. Stara szkoła w Żabim Rogu została gustownie zaaranżowana na pensjonat. Czyściutkie pokoiki z łazienkami czekają już na strudzonych rowerzystów. W piwnicy znajduje się kuchnia, a gdy się ściemnia rozpalamy ognisko, aby wspólnie zjeść po kiełbasce, porozmawiać, pożartować, wymienić się wrażeniami z kończącego się dnia.

Niedziela - znów pogoda dopisała. Przekłada się ona na wyborne humory uczestników. Ruszamy. Wszyscy zastanawiają się czemu tylko 45 km jest dziś do przebycia. Pierwsza część trasy jest łatwa. Nasza grupa nie rozbiła się na tak bardzo, jak ubiegłego dnia. Jedziemy sporą gromadką, jest bardzo wesoło. Trasa prowadzi drogami asfaltowymi i szutrówkami, czasami tylko na leśnych drogach spotkać możemy piach, ale jest on przejezdny. Zatrzymując się kilkukrotnie po drodze, aby się posilić, docieramy w końcu nad Łynę i podążamy ścieżkami wiodącym tuż nad jej brzegiem. To malowniczy fragment trasy, ale ciągłe zjazdy i podjazdy są wymagające zarówno kondycyjnie, jak i technicznie. Niestety już niebawem docieramy do Olsztyna. Mamy jeszcze czas, aby obejrzeć miasto, czy też usiąść na chwilę i posilić się. Wycieczka dobiega końca pod Dworcem Głównym w Olsztynie odbieramy bagaże i wracamy do domów. W drodze powrotnej udało się tak poumawiać, że wszyscy wracamy samochodami, co jest o wiele wygodniejszym rozwiązaniem dla podróżujących z rowerami osób.

Pozostaje tylko czekać na wiosnę i kolejne wycieczki!!!

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć!

fot: Uczestnicy wyprawy